Autobus do Grecji...
ostatnia notka... grudzień, jakieś 9 miesięcy temu. Kupa czasu, myślałem że już tego bloga tutaj nie ma a jednak coś zostało. Kurde tyle czasu tyle zmian... 2mln ludzi wyemigrowało, w tym wielu znajomych, niektórzy założyli rodziny etc...
Za mną pierwsza sesja na studiach; druga przerwana i jej lwia część we wrześniu jeszcze przede mną. Najważniejsze, że moja choroba i półtora roczne leczenie teoretycznie dobiegło końca. Większość z was (o ile ktoś to przeczyta) wie co mi dolegało mniej więcej, jednak jak się okazało sprawa była o wiele poważniejsza i mogę podziękować.. za to że nie pokroili mnie tu w stalowej; że nie jestem kaleką. Całe wakacje spierdolone; ogólne nie ma co się rozpisywać nad tym. Napisze tylko, że leżąc na neurochirurgii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie zdałem sobie sprawę że nie wakacje; nie inne "rzeczy" ulotne są najważniejsze ale operacja i późniejsze dochodzenie do zdrowia; Radość że nie jest się warzywem i że jest dobrze dotyczy każdego; generała, aktora, funkcjonariusza CBA czy nawet mnie; tam nie ma równych i równiejszych, każdego spotyka takie samo nieszczęście; ewenement był tylko taki, że byłem tam najmłodszy i teoretycznie nie powinno mnie tam być... Kiedy leżałem w nocy po dawce leków nasennych i próbowałem zasnąć przeszkadzał mi jęk 50 letniej kobiety której się nie poszczęściło, pół roku ta kobieta-warzywo straszy jęczeniem na oddziale, nic innego nie może robić. Zrozumiałem wtedy jaka jest cienka linia pomiędzy normalnym życiem a kalectwem...
Powoli dochodzę do zdrowia jednak długa jeszcze droga przede mną. To wszystko wygląda traumatycznie i notka robi się zbyt długa. Nie wiem co mnie podkusiło żeby tu zajrzeć i chodź już nie jestem jak kiedyś kiedy biegałem z koszulką KAT'a, grałem w piłkę i miłość była dla mnie w życiu najważniejsza i po pamiętnym rozstaniu parę lat nie mogłem dojść do siebie to; jestem już inny przez oblicze kiedy wszystko nagle staje się niezrozumiałe i traumatyczne. Kiedy to piszę właśnie odjeżdża mój autobus do Grecji... Grecji do której cały rok prawie się przygotowywałem. Szlag to trafił, wszystko kurwa szlag trafił, nic kiedyś tam pojadę może jak zdrowie da.
Życzę wam żebyście nigdy nie przeszli czegoś takiego jak mi się przydarzyło; chodź nie ukrywam że jestem szczęśliwy że już najgorsze za mną i że mogło być gorzej.
Pozdrawiam wszystkich znajomych; tych starych, także tych którzy teraz chodzą z moją dziewczyną i śmiejąc się mi w twarz. Pozdrawiam także tych nowych i tych którzy jeszcze są.

Dziękuje gen. bryg. prof. dr hab. nauk med. K Podgórskiemu za to że dał mi nadzieję i przywrócił jako taką radość z życia.
kura666 2007-08-13 23:14:43
skomentuj (3)
Dwa;Zero;Zero;Siedem.
Patrze na pędzący czas gdzieś wokół, sam jedynie trzymając w spokoju papierosa w dłoni. Przeminął stary rok, to chyba dobry czas na reflekcje
Czy to był udany rok? Co w nim spieprzyłem?-może i wiele ale niechce myśleć o tym...
Zaczęło się nieźle, byłem optymistą po świetnej imprezie sylwestrowej i po tych wszystkich życzeniach "wszystkiego najlepszego" jednakże już wątpie
w sens składania życzeń-może nie całkowicie ale jednak osoba składająca komuś (szczere) życzenia odchodzi gdzieś i wszystko już jest nieważne. Dlatego sądzę,
że czasami trzeba komuś pomóc w osiągnięciu "wszystkiego najlepszego" patrząc na przykłady widze ludzką obojętność w stosunku do drugiego człowieka spowodowaną
chyba egoizmem i chęciem zdobycia bądz spełnienia czegoś,planów za wszelką cenę. Ceną obojętnosci w stosunku do innych.
Może pokolei, udana studniówka wiele ciekawych akcji i kontuzja w styczniu. Wydawała się niegroźna,wydawało się... Potem zakończenie roku w sql i matura; zero stresu
pełen spokoju i wiary w siebie, zupełny lajt-i skutecznie bo poszło mi z egzaminem świetnie (może poszło by wręcz genialnie jakbym się coś pouczył woogóle:)
dłuugie wakacje, najgorętsze lato od bodajże 17lat hektolitry wypitego piwa i problemy ze studiami. Wiele nerwów, wiele godzin przesiedzianych bądz z konieczności przestanych w pociągach przy oknie.
Multum imprez nie poprawiło mi humoru gdy dowiedziałem się że nie dostane się na psychologie na ujocie-może niebyłby ze mnie zły psycholog:P mawiają że psycholog zawsze nieradzi sobie tylko z własnymi uczuciami...
Wiele godzin spędzonych na boiskach, zawsze z garscią połkniętych tabletek przeciwbólowych. Wkońcu noga odmówiła mi posłuszeństwa-po miesiącu druga padła także.
Zmiena sposobu i podejscia do życia o 180stopni. Stałem się w związku z moją chorobą całkiem innym człowiekiem i to czuje. Straciłem największą miłość mojego życia- piłke nożną, co noc marze rzeby obudzić się zdrowym-
nie pisałem o tym wcześniej, wprawdzie wszyscy przebywający ze mnąwiedzą o tym ale nie będe pisał juz wiecej o tym ani z nikim rozmawiał bo niechce wzbudzać współczucia, bo przeraża mnie współczucie innych i dobija.
Studia studiami pare spędzonych miesięcy w krakowie dało w kość -schudłem (wskutek choroby bardzo wiele przytyłem) i poznałem studenckie życie. Pierdolona uczelnia zmęczyła mnie potężnie psychicznie. Święta super sprawa
chodż znowu na stole stał kompot z suszu...:[ Masa problemów finansowych kumpli na sylwka i praca zmusiły mnie do sresu w obawie o niewypał imprezy, było jednak jak było napewno każdy kto był zapamięta to na długo.
Sam najbardziej z wczorajszej nocy zapamiętam powrót z krakowskiego rynku... Pokazaliśmy coś co tylko ludzie ze stalowej potrafią (nie wszyscy ofcourse) jak ktoś będzie chciał to opowiem o minie przerażonego kierowcy autobusu nocnego
reakcji ludzi na nasze zachowanie i wypicie 2 flaszek we 3 w 15 minutowej podróży i przejawy ich zdziwienia na nasze pieśni:) oraz zaskakujące brawa czego bym się woogóle nie spodziewał. Jednym słowem każdy kto obok nas przechodził czy słyszał w oddali
wiedział skąd jesteśmy i np. "co pierdolimy" :):):) cudowne chwile takie jak przechodzenie obok zmasowanej grupy milicji z pieśnia "łapy łapy cztery łapy..." na ustach. Takie chwile mogłyby być codzień. Chodź na brak emocji i ciekawych sytuacji nie narzekam.
Wracając do teraz, siedząc samotnie pijąc piwko za piwkiem gapiąc się na pisane własnie bezużyteczne literki, oraz na kilogram leków leżących nieopodal więdząc, że nigdy mi nie pomogły i nie pomogą już, słysząc mamroczące głosy chirurgów i pamiętając ich rozłożone z bezradności ręce
zastanawiam się co będzie w tym roku, czy przyniesie mi on to długo wyczekiwane szczęście, myśle optymistycznie bo po co podchodzic do nieznanego pesymistycznie i tak nie wiemy co nas czeka. Jak to fafik ostatnio zacytował "ważne śa tylko te dni których jeszcze nie znamy"
Tak wię stoje wciąż dalej chodź poganiają, a nauczony o nowe doświadczenia czekam, czekam...

ps. Klaudia ja tego kodu nie wymysliłem to tak zrobili, a co do "pisz czesciej jakies notki a nie raz na rok ..zamiat wypieprzac do kosza to daj je na bloga...=)" może zamiast wszystkiego zamieszczać poprostu wyśle Ci pocztą ? a może chcesz tego...?:-
ps2. zamiast życzyć wam "wszystkiego najlepszego" oryginalnie powiem tak: "dużo szczęścia w nowym roku" szczęścia w każdym temacie jakkolwiek pamiętająć że szczęście jest względne-dla każdego oznacza coś innego i co innego je wyznacza.
"żeby się żyło
żeby się wiodło
żeby się chciało
i żeby się mogło"
czym się strułeś tym się lecz
-bynajmniej nie chodzi mi o alkohol, chciałem przekazać w tej notce wszystko chodź tego się nie da, nie za pomocą liter. Żegnam
kura666 2007-01-02 02:15:39
skomentuj (6)
just give me a hug
hej... ja jeszcze żyje, nie wiem czy ktoś ogląda tego bloga bo o ile zauważyłem i wiem to Tylko jedna osoba tu wchodziła chodź sam nie jestem pewien (ona zapewne też) dlaczego...
pisze wchodziła- bo zapewne już jej tu nie ma, jedyna osoba która czekała aż coś się tu pojawi ( zresztą, zawsze notka była o niej i zapewno to wiedziała...) juz się nie wpisuje, nie pokazuje że jest. Nigdy nie zrozumiem kobiet i ich zachowań i pewnie nie da się tego zrobić...
tylko ona potem długo długo nic... bezsens i beznadziejna sytuacja to chyba stany które najbardziej mnie cechują... Czasem nie wiem już na co patrzeć i o czym myśleś i gdzie jest przez wszystkich tak ceniony sens...
Może i śmieszne ale prawdziwe, codzień myśle co by tu napisać. Biorę kartkę i długopis i pisze... kiedy już mam notke, nawet wiersz to wypieprzam to do kosza. Codzień myśle o tym że życie to nie bajka, nie film i nie ma tak jak w magdzie m...
Codzień chce tu napisać coś mądrego ale nie wiem po co to wszystko, jak to funkcjonuje i nawet po cholere to pisze. Minęło już tyle miesięcy, taka kupa czasu a ja wciąż czasem spoglądam na te stare smsy, na listy chodź wiem że po drugiej stronie to wszystko już dawno poszło z dymem...
Chodź pale za sobą mosty to po chwili wracam i z jeszcze wiekszą chęcią je gasze... i chodź miałbym tak całe życie to i tak kurwa nie żałuje. Po prawej pusta flaszka po czystej, naprzeciw mnie zapełniona popielniczka i kartke papieru, już nie tabula rasa ale tak to czuje...Chodźby po tej notce także zamiast czegokolwiek innego miało pojawić się znów "=)" -to i tak uciesze się, że coś tu wookól mnie jednak żyje i ma się dobrze
kura666 2006-12-12 23:10:54
skomentuj (4)
for you =)))))))))))))

...spelnienia marzen...

...stary juz jestes...=))

...i pamietaj.. czekam na jegos eska... =)))

... pa =));*...

kura666 2006-09-23 13:47:20
skomentuj (2)




Created by Mauriel
szablony4u
I'm forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air,
They fly so high,
They nearly reach the sky
And like my dreams they fade and die!
Fortunes always hiding,
I've looked every where.
I'm forever blowing bubbles,
Pretty bubbles in the air!